← Wpisy

Granica ludzkiej pojemności. Narzędzie, a nie inteligencja


Mam taki wniosek po kilkunastu miesiącach korzystania z AI. Korzystania z różnych modeli — od pierwszego zachwytu po bardziej zaawansowane i użyteczne narzędzia. Wynika on również z tego, jak wiele treści trafia dziś do mnie od osób zajmujących się wykorzystaniem tej technologii do przygotowywania materiałów, analiz, raportów i wniosków.

Są one coraz lepszej jakości. Coraz bardziej dopracowane, estetyczne i coraz mniej podatne na halucynacje. Często są trafne i zawierają coraz mniej nic nie wnoszących słowotoków.

Jednocześnie ich ilość zaczyna przypominać stertę wydrukowanych dokumentów, których nikt nigdy nie przeczyta. Piętrzą się w skrzynkach pocztowych, gromadzą w linkach, folderach i kolejnych dostępach.

I dobrze.

Wierzę, że jest to naturalny etap zachłyśnięcia się nową technologią. Etap, który musimy przejść.

Nie trafiłem jednak jeszcze na raport, który dorównałby wartości refleksji powstałej w wyniku mojej własnej ludzkiej analizy, czegoś w rodzaju zdolności do nadania znaczenia. Analizy opartej na intuicyjnym kojarzeniu faktów i doświadczeń, pozwalającej z tej całej gmatwaniny materiałów wyciągnąć krótki, ale trafny wniosek.

Co więcej, wniosek podany w takiej formie, którą ludzki umysł jest w stanie rzeczywiście przyswoić. Bo przecież pracujemy wolniej niż maszyny i znacznie mniej analitycznie.

To chyba pierwszy moment, w którym zaczynam dostrzegać wyraźny dysonans pomiędzy ludzką a sztuczną inteligencją.

A może nawet nie pomiędzy inteligencjami.

Bardziej pomiędzy narzędziem a samą inteligencją.

Jako ludzie nie jesteśmy w stanie konkurować z maszynową zdolnością przetwarzania informacji. Jednak maszynowe myślenie nie zaskoczyło mnie dotąd błyskiem geniuszu, który od czasu do czasu pojawia się w ludzkiej naturze. Tą zdolnością do połączenia odległych od siebie elementów w jedno odkrycie, jedną ideę lub jeden trafny wniosek. Ten jeden dotyk palca Bożego.

Dlatego, korzystając z dobrodziejstw AI, powinniśmy uważać, aby nie przytłoczyć ludzkich umysłów skalą treści, które ona tworzy.

Jeśli chcemy, by technologia wspierała rozwój ludzkości, musimy zachować, a może nawet pogłębiać, naszą naturalną zdolność do rozumienia. Musimy nauczyć się przekazywać dalej wnioski i narzędzia tworzone przez nią wolniej, prościej i bardziej po ludzku.

Ten wielki, niemal nieograniczony mechaniczny umysł powinien nam służyć. Powinien dodawać do naszej pracy coś, czego wcześniej nie mieliśmy — niczym wisienkę na torcie.

Jednak sama moc kreowania rzeczywistości wciąż pozostaje po stronie człowieka. W naszej bystrości, intuicji, inteligencji oraz zdolności do łączenia różnych elementów w kolejne akty twórczej kreacji.

Dziś po raz kolejny dostrzegam, jak ważne jest, by osadzić się w człowieczeństwie. By czasem wycofać się, ugruntować i dopiero z tej pozycji korzystać z tego, co daje nam AI.

A wobec tych, których zapraszamy do korzystania z tych narzędzi, warto zachować szczególną ostrożność.

Podawać ich możliwości delikatniej. W mniejszych dawkach. Jak dobrze przygotowaną witaminę — przetworzoną do formy, którą organizm potrafi przyswoić.

Nie po to, by zastąpić nasze naturalne zdolności.

Lecz po to, by tworzyć dla nich coraz lepsze środowisko rozwoju.